|
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
Od premiery "SemiDevilish" - ostatniej produkcji katowickiego Darzamat minęło niewiele czasu. Świetny materiał, który znalazł się na tamtym krążku, nie zdążył się jeszcze znudzić, a już w nasze ręce trafia, kolejna, piąta w dyskografii zespołu, pozycja - "Transkarpatia."
I chociaż to "SemiDevilish" jest uważany za zwrotny punkt w działalności zespołu, to nowa płyta może stać się punktem najważniejszym, gdyż o tej produkcji zrobiło się głośno jeszcze przed premierą. A stało się tak za sprawą współpracy, jaką Darzamat podjął z nadwornym gitarzystą Kinga Diamonda - Andym LaRocque. Ale po kolei...
Nowa płyta została nagrana w naszym rodzimym Maq Studio pod okiem Jarosława Toifla, a dopiero później trafiła w ręce Andy’ego. Owocem tego posunięcia, nie mogło być nic innego, jak tylko wyprodukowany na światowym poziomie krążek. Brzmienie "Transkarpatia" jest czyste i klarowne, nie ma wyróżniających się instrumentów, a żeńskie wokale w porównaniu do "SemiDevilish" tym razem zostały lekko wysunięte do przodu.
Oczywiście bardzo dobrze nagranych płyt jest obecnie multum, ale zazwyczaj ich zawartość artystyczna, w myśl powiedzenia "przerost formy nad treścią", znajduje się znacznie poniżej krytyki. Jak jest w przypadku Darzamat? Ostatni krążek zespołu udowodnił, że Flauros i spółka do przeciętnych kompozytorów nie należą, a ponadto w odniesieniu do krajowego podwórka, bardzo podniósł prestiż kapeli. Okazuje się, że tym razem, wysoko ustawioną poprzednio poprzeczkę Darzamat stawia jeszcze wyżej. "Transkarpatia" może stać się dla zespołu kluczem do wielu zamkniętych drzwi i wcale nie zdziwiłbym się, gdyby tak się właśnie zdarzyło.
Odstawmy jednak na bok te rozważania i zajmijmy się tym, co najważniejsze, czyli muzyką. Czternaście kompozycji, w tym trzy intra, które osobiście uważam za zbyt pompatyczne i nijakie, ale nie psujące efektu całości, dające 50 minut bardzo ciekawych doznań dźwiękowo-estetycznych. Styl Darzamat nie uległ jakimś większym przeobrażeniom, jest to udana kontynuacja "SemiDevilish", tyle, że w bardziej dojrzałej formie.
I tak całość rozpoczyna się jednym ze wspomnianych instrumentalnych kawałków, który przechodzi w istną perełkę - "Vampiric Prose." To chyba najlepiej dobrany kawałek na rozpoczęcie płyty, jaki miałem ostatnio okazję usłyszeć. Szybki, porywający, a z drugiej strony bardzo chwytliwy i przebojowy, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Bardzo dobre uderzenie na starcie, w dodatku ze wspaniałym refrenem. Jestem pewien, że wielu z was zakocha się w tym kawałku, a już na koncertach na pewno będzie się przy nim sporo działo... Dalej mamy "Hallucinations", już bardziej złożony, jakoś przywodzący mi na myśl skojarzenie z Lux Occulta z okresu "My Guardian Anger". Oczywiście Darzamat ma swój styl, ale wiecie jak to jest - dziennikarze muszą mieć swoje porównania i już! Następnie kolejne intro i docieramy do najjaśniejszego, moim zdaniem, punktu "Transkarpatii" - "The Burning Times". Kompozycja rozpoczyna się dość mocno, ostrą gitarową i perkusyjną jazdą, na tle której Flauros i Nera prowadzą coś na kształt dialogu. No i kolejny wspaniały refren z wokalistką w roli głównej, utrzymany w średnim tempie i wykończony interesującym gitarowym solo. Jeśli Darzamat ma więcej tak dobrych utworów pochowanych gdzieś w szufladach i zachowanych na przyszłość, to możemy spać spokojnie...
"The Letter From Hell", szósty z kolei utwór odstaje od reszty swoją strukturą, ale bardzo dobrze pasuje do całości klimatem. To elektroniczna kompozycja z wokalami Nery chociaż więcej tu deklamacji i opowiadania historii, niż samego śpiewania. Podobnie prezentują się "Virus" oraz kończący płytę "Tribute To..." - oparte zresztą na tej samej koncepcji. Poza wymienionymi kompozycjami mamy jeszcze szybki "Blackward", który również ma szansę na zostanie koncertowym killerem, zakręcone "Recurring Yell" i "Labirynth Of Anxiety" oraz wolniejsze "The Old Form Of Worship" z "Tempted By Rot".
Tyle moich wrażeń odnośnie "Transkarpatii". Widać, że Darzamat pracuje na swój sukces. Nim się obejrzymy, będziemy mieli na naszej metalowej scenie kolejny zespół światowego formatu. Bo przecież producent - choć uznany - jest tylko producentem i to muzycy, pisząc materiał, muszą udowodnić swoją klasę. Co do tego, że Darzamat swoją udowodnił, nie mam wątpliwości!
Artur Cymara
Poprzednia płyta zespołu Darzamat (Semiish) miała w sobie deathowy ciężar i drapieżność. Lecz lat kilka już od niej minęło, a niedawno w ręce fanów trafiło najnowsze dzieło „Transkarpatia” i tym razem ekipa dowodzona przez Flaurosa zapuściła się na black metalowe poletko. Najwyraźniej sporo nasłuchała się dokonań Anglików z Cradle Of Filth, miejscami aż za bardzo upodabniając się do Kredek... Na „Transkarpatia”, podzielonym klimatycznymi interludiami na 3 części, jest sporo mistycyzmu i ciągot do gotyku, ale nie brakuje też melodii, a to głównie za sprawą wokali Nery, wiodącej prym na krążku, nie silącej się na operowe piania. Przeczesuje niższe rejestry, co dodaje wydawnictwu tajemniczości. Kobiecy wokal przeplatający się z blackowym skrzekiem ( w tym wypadku dość banalnym), to co prawda patent wyświechtany, ale Darzamat tchnął w niego nieco świeżości i epickości. Podkreślone jest to wszystko majestatycznymi klawiszami i siarczyście brzmiącymi gitarami. Kompozycje opatulone są chłodnym i wampirycznym klimatem, a niektóre znakomicie sprawdziłyby się jako soundtrack do mrożącego krew w żyłach horroru („Sanguinarius”, „Inhumatus”, „Araneum”, „Tribute to...”). Co prawda „Transkarpatia” jest mroczna i ponura, ale nie popada w marazm, co jest bolączką wielu wydawnictw tego gatunku, i za to należy się dla Darzamat wielki plus. Pikanterii albumowi dodaje fakt, że jego produkcją zajął się Andy La Rocque, mający na koncie współpracę z samym Kingiem Diamondem. Kooperacja naszych rodaków z Andym zaowocowała znakomicie brzmiącą płytą, ale nie wyniesie jej to do rangi geniuszu. Co prawda „Transkarpatia” ma wiele ciekawych momentów i aranżacji, zadowoli z pewnością maniaków symfonicznego black metalu, ale dla innych może oznaczać trudno przyswajalny produkt. Jednak to perełka wśród rodzimych wydawnictw blackowych, choć trzeba wykazać się specyficzną wrażliwością, jak to zwykle w przypadku takiej muzyki bywa, by w pełni zaakceptować „Transkarpatia”...
Wojciech 'Ajronek' Kozicki
Re-edycja kultowego albumu DARZAMAT - Transkarpatia z 2005 w nowej oprawie graficznej!
1. Sanguinarius - Intro
2. Vampiric Prose
3. Hallucinations
4. Inhumatus - Intro
5. The Burning Times
6. Letter From Hell
7. Blackward
8. The Old Form Of Worship
9. Araneum - Intro
10. Recurring Yell
11. Labyrinth Of Anxiety
12. Virus
13. Tempted By Rot
14. Tribute To...
Flauros - Vocals (harsh), Lyrics, Arrangements
Bacchus - Bass
Spectre - Songwriting, Arrangements, Keyboards
Tomasz Dańczak - Drums
Nera - Lyrics, Arrangements, Vocals (female)
Chris - Arrangements, Guitars, Songwriting
https://www.youtube.com/watch?v=c5BqmJ0ODpE
'Głupi ludzie wierzą w głupie bzdury,
Mądrzy ludzie wierzą w mądre bzdury'
CHURCH IS GIVING MORE LIGHT ONLY WHEN IT'S BURNING.
SEED 14:30-23:00.
POLECAM!!!
|