|
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
Suita koncertowa Chord Nation powstała głównie dzięki naiwności, odwadze i braku perspektywicznego myślenia. Było coś prawdziwego w tworzeniu bez oglądania się na ograniczenia - w czasie szalejącego kryzysu ekonomicznego - w dźwiękach, które powstały nie z uwagi na niskie koszty przyszłych tras koncertowych i nie zostały podpudrowane i uproszczone, aby zwiększyć sprzedaż płyt. Jestem przekonany, że muzyka to gra zespołowa, a stworzenie zespołu takich rozmiarów jak ten, ma wszelkie znamiona budowania społeczności posiadającej swoje wewnętrzne odniesienia, język i system wartości. A jako że społeczności zyskują na wewnętrznym zróżnicowaniu pozwoliłem sobie zaprosić muzyków z 3 różnych krajów, o trzech różnych spojrzeniach na muzykę - klasycznym, mainstreamowym, oraz free-jazzowym. Dlatego suita nazywa się Chord Nation. Jako utwór koncertowy z założenia miał on być wysłuchiwany w całości. Dziś bardzo trudno spotkać takie podejście do słuchania muzyki, lecz warto pamiętać, że niektóre użyte tu zabiegi kompozytorskie zależą od kolejności słuchania.
Nikola Kołodziejczyk
Ta muzyka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Jest pełna mocy i uczucia, kreatywna, skomplikowana... nadzwyczajna. Są w niej cudowne struktury kompozycyjne i oryginalne idee muzyczne. Bardzo, bardzo mi się podoba.
Maria Schneider
„Chord Nation” jest pięcioczęściową suitą o zawartości skomponowanej z elementów jazzu i klasyki. Stanowi ona dzieło bezkompromisowe – priorytetem w sztuce nie są rozwiązania konformistyczne, czy koniunkturalne – i zaskakujące, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Jestem pełen podziwu dla, wyrażonej za jej pośrednictwem, estetycznej odwagi i twórczej determinacji Nikoli Kołodziejczyka. Nie tylko bowiem stworzył bogatą w treści materię muzyczną, ale jeszcze zawarł w niej, niespotykaną w takim kształcie, swoistą ekspresję i dramaturgię.
Tak gęsta i często monumentalnie rozwijana narracja, wymaga od słuchacza zainteresowania i pełnej koncentracji w odbiorze. Trzeba jednak przyznać, że w zamian za to skupienie otrzymuje on muzykę wyrafinowaną, pełną interesujących rozwiązań harmonicznych i aranżerskich. A przede wszystkim stanowi ona nadzwyczaj udaną fuzję stylów uważanych za szczególnie opozycyjne i trudno stopliwe.
W przypadku utworu Kołodziejczyka, z próby połączenia atrybutów jazzowych z klasycznymi, powstała w końcu muzyka jazzowa, ale przecież obszerne jej fragmenty wymykają się tak postawionej, jednoznacznej ocenie.
Spróbuję OPISać w skrócie przebieg pierwszej części tej obszernej kompozycji. A zaczyna się ona sześciosekundową introdukcją, z akordyką i frazowaniem godnym big bandów najwyższej klasy, np. The Thad Jones-Mel Lewis Orchestra. Jednak zaraz po glissandzie kończącym ten zwrot, pojawia się mocno z nim skontrastowany motyw melodyczno-harmoniczny o charakterze perkusyjnym. Wykonywany jest on na fortepianie w równych ósemkach (metrum 4/4) z kontrapunktującymi go synkopami na membranofonach. Po rozwinięciu tego dialogu pojawia się ponownie big band wykonując szereg następujących po sobie współbrzmień w wartościach półnutowych, tworzących zarazem swoimi górnymi składnikami przebiegi melodyczne. Sugerują one jakieś majestatyczne kroki olbrzyma (przychodzą tu na myśl dokonania Johna Coltrane’a i Marii Schneider).
Po wielokrotnym przeprowadzeniu tematu przez aerofony, na tle ostinata fortepianowego z perkusją, zaczyna się improwizacja tworzona na saksofonie sopranowym. W trakcie jej trwania, sekcje dęte zaczynają kontynuować swoje wcześniejsze, jazzowe w konstrukcjach, a interpretowane monumentalnie, wielodźwięki. Napięcie teraz stale narasta – w tle improwizacja saksofonu tenorowego porzuca tonalne uwarunkowania – i w chwili, gdy ekspresja dźwiękowa osiąga apogeum, następuje zaskakująca… cisza. Dopiero po generalnej pauzie aerofony przejmują inicjatywę grając special chorus w unisonie z głosem żeńskim.
Po tym przeprowadzeniu dalszą narrację przejmuje nieobecny dotąd kwartet smyczkowy. W jego interpretację w idiomie klasycznym niespodziewanie ingeruje big band z fakturą jazzową nawiązując do wcześniejszych tematów (jeszcze szerzej rozbudowanych). Prowadzą one do aleatorycznie zamyślonego finału, zbudowanego z ciągu atonalnych kontrapunktów, artykułowanych serią glissand przez instrumenty dęte.
Napisane tu słowa nie oddają wyrazu interesującej nas muzyki. INFOrmują tylko o przebiegu formalnym i instrumentacji jej pierwszego członu. Każdy następny jest jeszcze inny. I każdy z tych kolejnych wnosi nowe rozwiązania fakturalne, estetyczne i interpretacyjne. Trzeba przyznać, że w osiągnięciu tego, godnego podziwu, efektu artystycznego, dużą zasługę ma maestria dwudziestopięcioosobowej orkiestry. Wspaniale zagrali.
Piotr Kałużny
1. Funny Money 12:26
2. Zręblarka Strzelarka 18:22
3. Way Too Long To Be a Hit 09:36
4. Rafał Wojtunik's Ringtone 06:50
5. Chord Nation 07:17
Benny Brown - pierwsza trąbka
Erwin Żebro - trąbka
Oskar Torök - trąbka
Štěpánka Balcarova - trąbka
Paweł Niewiadomski - puzon
Marcin Wołowiec - puzon
Mateusz Łysoń - puzon
Mateusz Mendyka - puzon basowy
Ewelina Serafin - flet
Mariusz Pędziałek - rożek angielski
Szymon Kamykowski - saksofon sopranowy
Dawid Główczewski - saksofon altowy
Przemysław Florczak - saksofon tenorowy
Marek Pospieszalski - saksofon tenorowy
Grzegorz Grzeszczyk - klarnet basowy
Alicja Sierpińska - pierwsze skrzypce
Leszek Dzierżęga - skrzypce
Wojciech Witek - skrzypce
Marta Sołek - wiolonczela
Marta Gabriela Nagawiecka - wiolonczela
Gabriela Gąsior - śpiew
Bartek Pieszka - wibrafon
Maciej Szczyciński - kontrabas
Michał Bryndal - perkusja
Nikola Kołodziejczyk - dyrygent
https://www.youtube.com/watch?v=rl-5S96esz4
'Głupi ludzie wierzą w głupie bzdury,
Mądrzy ludzie wierzą w mądre bzdury'
CHURCH IS GIVING MORE LIGHT ONLY WHEN IT'S BURNING.
SEED 14:30-23:00.
POLECAM!!!
|