|
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
Nad zawartością tego albumu powinni się rozwodzić nasi redaktorzy z papierowego Gitarzysty. Wydaje się, że mi (oraz reszcie kolegów z redakcji) może brakować kompetencji by do końca zrozumieć to, co dzieje się na ‘’Weightless’’ i ze starcia z nowym dziełem Tosina Abasiego wyjść zwycięskim.
Prawda jest taka, że w pewnym sensie Tosin oraz towarzysząca mu dwójka muzyków stoją pomiędzy piekłem a niebem. Dlaczego? Bo czarnoskóry Abasi wychwalany przez Steve’a Vai, utalentowany mistrz blastu i nie tylko Navene Koperweis oraz Latynos Javier Reyes prawdopodobnie zaprzedali duszę diabłu by móc dostąpić niebiańskiego absolutu. Z mojej perspektywy, jako fana djentu oraz perkusisty amatora, to co słyszę na ‘’Weightless’’ wydaje mi się wręcz nieludzkie, mocno nienaturalne i zaprogramowane do granic możliwości, ale wiem jak gra Navene i wierzę w każde bicie, każdą polirytmię na tym albumie. Nie jestem w stanie pojąć skomplikowania wszystkich partii gitarowych, ale powiedzmy, że gdy Tosin i spółka przyspieszają (a takich fragmentów nie jest wybitnie dużo) przynajmniej wiem, że to metal, a nie eksperymentalny jazz. Nie bez powodu mówię o tym gatunku, ponieważ punktem wyjścia do polubienia Animals As Leaders jest zmiana toku myślenia i rozumienia metalowej muzyki.
Tosin Abasi z gitarą w ręce coraz bardziej oddala się od metalowego środowiska. Ocean dźwięków na ‘’Weightless’’ jest tak szeroki, że nie sposób przebrnąć przez niego za jednym podejściem. Toteż, radzę przygotować się na dwa spokojne odsłuchy i pociąć sobie ten album na dwie większe EP. Zaaplikowanie sobie dwunastu utworów Animals As Leaders pod rząd, to wyczyn nie mniejszy niż katowanie się debiutem Periphery dłużej niż godzinę. A jeśli szukasz ‘’hitów’’ ogarnij (z uwagą) ‘’David’’ oraz ‘’Do Not Go Gently’’. Mówiąc kolokwialnie, dwie największe kosy z tego albumu.
O dziwo, a byłoby to atakiem na styl grupy, brakuje mi tutaj wokali. Konglomerat dźwięków wszelakich, zapętlonych efektów i niepowtarzalności w grze obu gitarowych oraz perkusisty robota, na przełamaniu anty-piosenkowego charakteru, mógłby tylko zyskać. Z tego co wiem, były przymiarki do damskiego wokalu jako dodatku do jednego z utworów, ale pomysł spalił na panewce. Może kiedyś.
P.S
Czekam aż do składu dojdzie basista. Javier wspaniale obsługuje 7 oraz 8 strun, ale bas - choć wyraźnie słychać go na albumie, na koncertach jest tylko samplowanym smaczkiem.
Grzegorz 'Chain' Pindor
I oto stało się. Po genialnym debiucie z 2009 roku, Animals As Leaders wypuszcza na świat kolejne dzieło długogrające o dźwięcznym tytule „Weightless”. Na następcę nie trzeba było długo czekać i na pewno wszyscy zniecierpliwieni fani zostali szybko usatysfakcjonowani. Tosin Abasi za pośrednictwem Prosthetic Records spłodził kolejne dziecko i zafundował wszystkim 46 minut przyjemności, która mogła by trwać i trwać.
Już sama okładka i oprawa graficzna płyty wróży, że po odpaleniu wkroczymy w świat kolorowy, barwny i ubrany w całą paletę dźwięków. Zawartość to 12 kawałków, średnio po ok. 4 minuty, choć zdarzają się także krótkie, 2 minutowe przerywniki. Cofając się w przeszłość, debiutancki album sporo namieszał na muzycznym rynku metalowym. Tosin stworzył własny hermetyczny, muzyczny świat, w którym czuje się jak ryba w wodzie. Album „Animals As Leaders” był pełen świeżości, polotu i dostarczył nowej jakości, dzięki czemu Abasi szybko zasiadł po prawicy prekursora gatunku o pseudonimie Bulb. Zyskał sobie szybko sympatię i podziw słuchaczy, sporo koncertował i uplasował się wysoko na djentowej liście. Poprzeczkę podniósł sam sobie bardzo wysoko, ale nowym albumem wybrnął z opresji.
Niespodzianek wielkich nie ma. Czarnoskóry muzyk gra dokładnie to co grał wcześniej. Trzyma się kurczowo swojej obranej konwencji i chyba dobrze, gdyż robi to naprawdę fachowo. Całość materiału utrzymana jest na podłożu math metalowym z przewagą djentu i czysto instrumentalna. Ale w odróżnieniu od choćby np. Periphery, muzyka AAL jest o wiele bardziej zróżnicowana, mniej tutaj ram i ograniczeń, dzięki czemu jest o wiele więcej powietrza. Tym razem automat perkusyjny został zastąpiony genialnym bębniarzem (Navene Koperweis), który pełnił również funkcię inżyniera dźwięku oraz drugim gitarzystą ( Javier Reyes), który zmiksował cały album. Za mastering odpowiedzialny był Dustin Miller i słychać doskonale, że odwalony został kawał roboty. Brzmienie na krążku jest żywe, selektywne, aczkolwiek mniej sterylne niż na debiucie. Co do zawartości muzycznej, to dostajemy całą gamę połamanych riffów, djentowych, ciężkich podkładów i oczywiście solówek. Abasi to jednak nie typ Jeffa Loomisa i solówki to tylko jeden z elementów albumu. Na „Weightless” możemy się cieszyć całą paletą technik gitarowych, które Tosin opanował do granic brawury. W przerwach pomiędzy mięsistymi groovami można spotkać elementy elektroniki, dużo czystych, wielowarstwowych gitar, loopy i zapędy w stronę jazzu. Nie brakuje tutaj także melodii i typowo metalowych elementów, dzięki czemu album można pochłonąć jednym tchem bez ani krzty zmęczenia. Sekcja rytmiczna, robi kolosalne wrażenie. Bębny brzmią doskonale, soczyście i pełnie, a to w jaki sposób Koperweis porusza się po górach i dolinach metrycznych może budzić nie lada podziw. Całość materiału skomponował oczywiście kolega Abasi, dzięki czemu czuć ogromną spójność i wizje muzyczną. Gdyby szukać minusów to tak naprawdę bardzo ciężko je znaleźć. Pewnie znajdą się wybredni, którzy zanegują to czy tamto, ale był by to już czysty akt tzw. „ szukania dziury w całym”.Abasi stworzył muzyczny ogrom, którego nie da się ogarnąć za jednym podejściem. Cierpliwi i wytrwali napewno dosłyszą się tam tego wszystkiego dlaczego warto ten album mieć.
Na moje ucho krążek powinien dostać mocne 9/10, żeby zostawić sobie tą odrobinę rezerwy , aczkolwiek można go polecić każdemu zwolennikowi instrumentalnych szaleństw bez żadnych zahamowań.
Dreamen
"Progressive" Metal has always been a strange term as many of the genre's biggest names make no bones about looking backwards for inspiration. Dream Theater kept 80's style metal alive even in a slightly altered form. Opeth combined melodic death metal with 70's prog. When Animals as Leaders hit the scene in 2009 with their self titled debut, many in the metal community including myself felt that finally we were getting something truly new. While AaL's sound clearly owes nods to Meshuggah and shred demons from a generation before, no one has made music like this before. With the release of sophomore effort WEIGHTLESS, bandleader Tosin Obasi and his crew prove that they weren't finished pushing the envelopre.
For those unfamiliar, Animals as Leaders is instrumental metal at its most technical. The group is a trio comprised of two 8-string guitarists and a drummer / programmer. The rhythm parts are comprised of downtuned, highly syncopated odd time grinds, jazzy arpeggiations, and plenty of the signature "djent" sound. If Cynic and Meshuggah had a baby who went to Juilliard, the music would sound like Animals as Leaders.
WEIGHTLESS shows the band playing to their core audience and making an even more demanding album than the debut. The album is heavier, more complex, and contains more nica. Where I felt comfortable recommending the debut to non-musicians for its strange intense beauty, WEIGHTLESS is an album for music nerds. The whole band explores their personal muses more deeply, and for a guitar / prog / metal fool such as myself, the result is pure genius. There are moments of beauty here, still. But this clearly is not an album for everyone.
For those who already know the debut, WEIGHTLESS explores much more territory. There are more melodic passages, more dissonance, nastier riffs, and the programming is much more integrated into the overall sound rather than an occasional embellishment. Tosin (and the whole band) clearly haven't lost an ounce of technique, and if anything show off a little more. This isn't bad considering the apparent purpose of the album, which is to give fans what they want.
The narrowed niche keeps this from masterpiece status for me, but this is a very very strong album which I highly recommend to all fans of jazz metal, djent, tech metal, odd time signatures, guitar virtuoso playing, and anyone looking for what's truly fresh in music.
Negoba
1. An Infinite Regression 3:26
2. Odessa 4:14
3. Somnarium 4:15
4. Earth Departure 5:10
5. Isolated Incidents 3:48
6. Do Not Go Gently 3:41
7. New Eden 2:41
8. Cylindrical Sea 4:33
9. Espera 2:14
10. To Lead You To An Overwhelming Question 4:50
11. Weightless 5:16
12. David 2:28
Tosin Abasi - 8-string guitar, bass
Javier Reyes - 8-string guitar, mixing
Navene Koperweis - drums
https://www.youtube.com/watch?v=_EjVmT-D3KM
'Głupi ludzie wierzą w głupie bzdury,
Mądrzy ludzie wierzą w mądre bzdury'
CHURCH IS GIVING MORE LIGHT ONLY WHEN IT'S BURNING.
SEED 14:30-23:00.
POLECAM!!!
|